Wojownicy Nowaka

Ksar Ghilane- nasz ”milion stars hotel” zapadł wszystkim w pamięci  jako oaza all inclusive-daktylowo – relaksacyjna z elementami SPA. Pięcioosobowa reprezentacja wyruszyła na nocny podbój gorących źródeł- przy zerowej temperaturze powietrza, w parującym jeziorku powitali nowy dzień.

Piękny początek kolejnego – kierunek Matmata. Śniadanie przyniosło jeszcze jedną niespodziankę. Najbardziej zasłużony w ekipie Nowakolog – Norbert od dawna hodujący zarost na podobiznę naszego Guru- pojawił się rano bez brody, budzac pełna konsternację.

Niestety nie wyruszamy w pełnym składzie – Kaspra złapała grypa żołądkowa i wraz z Sanitariuszką Kamilą i Opiekunem Norbertem zostali na miejscu.

Szóstego dnia rowerownia – dystans 103 km czyli pękła pierwsza „stówka”. Właściwie nie pierwsza, bo „Sto lat” to nasz wyjazdowy szlagier- codziennie ktoś obchodzi symboliczne urodziny i chóralne „sto lat” rozbrzmiewa minimum dwa razy dziennie na cześć bohatera/bohaterki jakiegoś znaczącego danego go dnia wydarzenia.

W kazdym razie przejazd do Matmaty- częściowo szutrem, częściowo asfaltem dał się wszystkim we znaki i zakończył wjazdem pod osłona Księżyca, gwiazd i niezawodnych czołówek.

Po tym finale czekała wspaniała niespodzianka – hotel wykuty w skale, ciepłe pokoje – jamy, pyszna kolacja i nawet zimne piwo w barze.

Doskonałe miejsce do obchodów oficjalnych połowinek – chłopcy z Lubartowsiego klubu rowerowego Relaks, wyskoczyli z kuchni z kielonkami ze „słodką chwilą” i rozgrzewającym napojem. Zasłużona „BŁOGOŚĆ”.

Następnego dnia  w Matmacie przedpołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu- miejscowość słynie z podziemnych domów Troglodytów- tradycyjnych berberyjskich zabudowań, które posłużyły za scenografie do Gwiezdnych Wojen. Wojownicy Nowaka odnajdywali kolejne znane „Gwiezdno Wojenne” elementy krajobrazu i zabudowań – zaraz po powrocie wszystkich czeka seans filmowy.

Po doświadczeniach z tunezyjskim planie filmowym i kontr atakującym podjeździe zostało nam do przejechania około 60km i kolejny bush camping namierzony na GPS jako „tarzan cafe”. Jak zwykle na pustyni malowniczo-zimno ale z niezawodnie rozgrzewającym i integrującym ogniskiem. Poranek okazał się nie tyle rześki co mroźny. Szron na namiotach, lód na rowerach przyspieszył wyjazd.

Wszyscy są już super rozjeżdżeni i śmigają na swoich mustangach dużo szybciej niż na początku. Radek- nasz kierownik do spraw sportowych postanowił zbudować drużynę „platynowa łydka” i zarządził jazdę w peletonie, Dzięki temu ekipa bije rekordy prędkości i optymalizuje siły. Najbardziej żwawy jest oczywiście Sławek znany jako Żwawy Dziadek (najmłodszy 69letni uczestnik wyjazdu), który na 24calowym rowerze z supermarketu i ciężkim plecakiem na plecach mknie jak torpeda.

Każdy dzień jest inny. To Budda (Andrzej) i Leszek (Jan) nadrobią niechcący 20km z premią górską-20% podjazdu…to Staszek zgubi telefon, który znajdzie po kilku dniach na dnie sakwy. Bezcenne są historie Mańka vel Marianno o historiach grupy podróżników Arbackiego GOGO i inne. Prezes Tadzin został specem od lokalnych warsztatów rowerowych. Naszymi nadwornymi fotografami są Karolkina- najtwardsza zawodniczka, debiutantka rowerowa i Robert szukający zawsze najlepszej perspektywy i eko alternatywy noclegowej. Poza Radkiem o formę, właściwe rozciągnięcie dba Ula.Na dłuższych postojach i po jeździe zamieniamysię w wojowników joginów.

Wiatr ma stały kierunek- w twarz.

Wracając do trasy jesteśmy już w Tamerza gdzie dojechaliśmy po ponad 700km. Droga wiodła przez środek Chott el Jerid- największego słonego jeziora w Tunezji. 80Km po drodze płaskiej ale niezwykle malowniczej. Najpierw błyszczący żółty piasek, a potem już białe połacie soli, które wyglądały niemal jak tafla lodu. Planowany nocleg w hotelu Las Dunas okazał się niemożliwy ponieważ przywitały nas tylko smętne zgliszcza. Pomknęliśmy więc do autentycznego hotelu Las Dunas (tłum,wydmy) na bush camping pod milionem gwiazd. Gdy nastała ciemność dopełniliśmy naszego codziennego rytuału i rozpaliliśmy ognisko, którego królem został Prezes Tadzin podtrzymując afrykanowakowy ogień wyschnietymi krzaczorami ochrzczonymi mianem kapusty. I tak minął kolejny niezwykły dzień.

Mamy w nogach ponad 700km i dzisiaj atakujemy granicę algierską.

Pozdrowery

Agnieszka Grudowska

 

5 komentarzy / responses to “Wojownicy Nowaka”

  1. Marian says:

    Wszystkim uczestnikom ,,końcówki Tunezji” zdrowych,pogodnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia życzy Maniek z AGG

  2. farfallone says:

    julia, love you!

  3. Andrzej says:

    Świąteczno-wigilijne życzenia dla afrykanowiczów ostatniego etapu. Aby pustynia przyjazną była, oaza palm w choinki się zmieniła a rowery niech awarie omijają i pod górki ,niczym niestrudzony Kazik, się wspinają, hej!
    Pozdrowienia dla całej ekipy a szczególnie dla tego, co podobno (trudno w to uwierzyć)doprowadził do samookaleczenia w postaci utraty brody; dla “żony”, Która śmiga niczym Nowak, na najlepszym w całej Afryce rowerze; dla czadowej towarzyszki, która potrafi naładować pozytywną energią nawet w najtrudniejszych sytuacjach …
    Andrzej

  4. PrOmYk says:

    Dobra robota!

  5. Świątecznie pozdrawiam wszystkich uczestników wyprawy tunezyjskiej AN i zapraszam na stronę KazimierzNowak.pl, aby zobaczyć jaką trasą jechał nasz bohater przez Tunezję latem 1927 r.
    Teresa Sz

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV