Lwów Afryki Nowaka – czyli ekstremalna jazda po bruku. 2-4 września

Piątek i weekend zaplanowaliśmy spędzić we Lwowie, a intensywność zbliżających się dni wpłynęła na postanowienie punktualnego przyjazdu na spotkanie w Konsulacie RP, który pozytywnie zaskoczył nas swoimi rozmiarami i okazałością. Przed bramą wejściową kłębił się ogromny tłum Ukraińców czekających na możliwość załatwienia swoich spraw w placówce; w pierwszym momencie myśleliśmy, że te kilkaset osób czeka na nas, ale już po chwili wiedzieliśmy, że im nie będziemy opowiadać o Kazimierzu Nowaku, o nim porozmawialiśmy z konsulami, Jackiem Żurem i Marcinem Zieniewiczem, którzy byli bardzo ciekawi celu naszego przyjazdu do Lwowa. Konsulat Polski objął Patronat Honorowy nad tą częścią sztafety; to dzięki zaangażowaniu konsulów, a w szczególności Ani Koziejowskiej, nasz program pobytu na Ukrainie był wypełniony do granic.

Ponieważ spotkanie w konsulacie nieco się opóźniło i przedłużyło, do pierwszej polskiej szkoły (nr 24, im. M. Konopnickiej) przyjechaliśmy w ostatniej chwili. Pokaz zdjęć i filmów z Angoli odbył się w jednej z sal lekcyjnych, a słuchaczami byli uczniowie klas 9-11 – przyznam, że mieliśmy dużą tremę, która zniknęła już po chwili, gdy się przedstawialiśmy, a Sławek rzucił: Jestem Sławek ze Śremu! Dzieciaki słuchały z całkiem sporym zainteresowaniem o historii ich krajana – dostaliśmy na koniec wiele miłych wpisów do książeczki etapowej, także od dyrekcji szkoły. Tuż przed 14:00 okazało się, że od kilku minut powinniśmy być na drugim spotkaniu w szkole numer 10 (im. Marii Magdaleny, tuż przy kościele p.w. Marii Magdaleny). Pędziliśmy więc na złamanie karku, ile tylko sił w nogach, Kazik świetnie nami nawigował, a i nasza trójka była już wtedy odpowiednio przeszkolona w jeździe brukiem lwowskim. Drugie spotkanie z młodzieżą szkolną musiało być nieco krótsze, ale i tak mam nadzieję, że uczniowie rozmowę z nami będą długo pamiętać, tym bardziej że nasz przyjazd zapoczątkować ma cykl spotkań w ramach szkolnego Klubu Dociekliwych.

Po spotkaniach w szkołach Kazik zaprowadził nas do świetnego baru serwującego tradycyjny, bardzo smaczny barszcz ukraiński – wtedy też ustaliliśmy sposób spotkania się z Kasprem, który po wjechaniu nad ranem do miasta skierował się do mieszkania znajomej Lwowianki, Iriny, u której odespał porządnie nocny rajd do Lwowa, a teraz gotowy na spotkanie z ekipą kierował się w stronę Opery na Prospekcie Swobody, chyba najbardziej charakterystycznego miejsca we Lwowie. Resztę dnia spędziliśmy na pieszym zwiedzaniu Lwowa – Kazik jest świetnym przewodnikiem, ma ogromną wiedzę i tę niezwykłą umiejętność ciekawego opowiadania o zabytkach, historii i ciekawostkach miasta – bez jego pomocy pobyt we Lwowie byłby gorzej zorganizowany i mniej „rozważony”.

Całą sobotę chcieliśmy spędzić na odszukiwaniu śladów Kazimierza Nowaka we Lwowie – jeździliśmy więc po mieście, dziś dużo mniej zatłoczonym – od altanki w Parku Iwana Franki (daw. Kościuszki) do pomnika Mickiewicza (gdzie nie udało nam się wykonać zdjęcia porównawczego z powodu braku rekwizytów: pani w białym, białego pieska i konewki), od Uniwersytetu Lwowskiego przed budynek przy ulicy Gródeckiej 131 (to prawdopodobnie w tym budynku mieszkał Kazimierz Nowak) czy do nieistniejącego już cmentarza Gródeckiego – nie omieszkaliśmy też „zwiedzić” niewielkiego bazarku z rękodziełem i pamiątkami… W ciągu dnia skorzystaliśmy także z zaproszenia do polskiego Radia Lwów (mieszczącego się tuż obok dawnego gmachu Polskiego Radia we Lwowie) – oczywiście opowiedzieliśmy co Afryka Nowaka robi na Ukrainie i namawialiśmy słuchaczy do przyjścia na niedzielne spotkanie z nami.

Po przejechaniu we Lwowie około 40 kilometrów rowerami staliśmy się już artystami w rowerowej jeździe brukowej – odczuwaliśmy już tylko przyjemność z ciągłego uważania na skrzyżowaniach, torowiskach, remontowanych odcinkach ulic, placach i deptakach – po południu dołączyła do nas Ulla Wilczyńska-Kalak, która podobnie jak Kamila z granicy przyjechała marszrutką. Na dworcu podjęliśmy jeszcze próbę namówienia Jarka, rowerzysty z Polski do przyłączenia się do etapu, nie mógł jednak pozwolić sobie na choćby jeden dzień zwłoki, bo już w czwartek musiał wracać do kraju, a my ze Lwowa wyjeżdżaliśmy dopiero w poniedziałek. Kontynuowaliśmy naukę ekstremalnej jazdy ulicami miasta – widać było, że Ulla jeszcze nie czerpie z tego tyle przyjemności co nasza piątka.

W Parku Kościuszki „wpadliśmy” na hrabiego Janusza Tyssona, który gawędził sobie z żoną konsula, Marcina Zieniewicza – otrzymaliśmy od niego polecenie przybycia na poranną mszę w Kościele Marii Magdaleny, który jest bardzo ważnym miejscem dla Polaków mieszkających we Lwowie.

Późnym wieczorem spotkaliśmy się jeszcze z Anią i ukraińskimi znajomymi Kaspra, Ania przyjechała prawie bezpośrednio ze Złoczowa, gdzie brała udział w odsłonięciu polskiej tablicy katyńskiej, zawierającej 23 nazwiska zamordowanych w Katyniu mieszkańców tej miejscowości. Długie spotkanie zaowocowało decyzją Ani o dołączeniu się na jeden dzień do sztafety i pojechaniu na spotkanie w Domu Polskim w Samborze w poniedziałek.

[nggallery id=229]

Niedziela zapowiadała się podobnie intensywnie – dlatego nie zdecydowaliśmy się na wspólne pójście do kościoła, trzeba było posegregować pierwsze zdjęcia, napisać zaległe relacje, dlatego podczas nabożeństwa reprezentowali nas Ulla, Sławek i Kazik. Czekając na otwarcie szkoły, w której odbyć się miał pokaz o Nowaku, zostaliśmy przykładnie zrugani przez hrabiego Janusza, który dostrzegł nieobecność części uczestników sztafety w kościele – na nic zdały się nasze tłumaczenia, że od kilku dni brakuje nam kilku godzin w dobie i wszyscy nie mogliśmy pomodlić się z Polakami. Wybaczył nam dopiero po wysłuchaniu historii Kazimierza Nowaka, Afryce Nowaka i etapie przez Libię. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy kilkudziesięciu Polakom ze Lwowa opowiedzieć o ich ziomku, którego historia rozsławia Polskę na całym świecie.

Po prezentacji pojechaliśmy na Cmentarz Łyczakowski, bo być we Lwowie i nie zobaczyć tej nekropolii, to tak jakby być w Paryżu i nie zauważyć Wieży Eiffla.

Na popołudnie umówieni byliśmy jeszcze w klubie turystyki rowerowej Koleso Vitriv, klub ten prowadzi Aleksander Miakuszko, ten sam, którego ekipa spotkała na pokazie w podlubartowskim Firleju. Niestety w jego szkółce doskonalenia techniki jazdy na rowerze nie było już uczniów, pokazał nam jednak świetny tor przeszkód i ciekawy rower z kierownicą tak skonstruowaną, by skręcając ją w lewo, koło odkręcało się w przeciwnym kierunku – wg nas jazda na czymś takim jest niemożliwa, ale są podobno adepci szkoły, którzy doskonale opanowali tę umiejętność, nasze próby były bardzo nieudolne.

Podliczyliśmy wskazania naszych liczników rowerowych i wyszło nam, że w ruchu miejskim przejechaliśmy około 60 km – zostawiliśmy rowery na kwaterze i ostatni wieczór we Lwowie spędziliśmy na rozważaniach dotyczących poniedziałkowej drogi do Samboru.

Jeden komentarz / One Response to “Lwów Afryki Nowaka – czyli ekstremalna jazda po bruku. 2-4 września”

  1. Dominik says:

    Ulla, dajesz Czadu w Ukrainie? ;)

Design: ITidea
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV