Brennabory znów w… Libii! czyli mała retrospekcja i co z tego wynikło:)

Rowery znów w Libii – opowieść noworoczna:) PROLOG: Na początek mała retrospekcja: podczas etapu 2 (Przerzutka z Sahary) odwiedziliśmy w Nowy Rok polskie siostry Sercanki pracujące w Bengazi w szpitalu dziecięcym jako pielęgniarki. Poniżej fragment z relacji datowanej na 01.01.2010: “Siostry pracują tu jako pielęgniarki, zajmują się dziećmi, praca nie jest łatwa jak zaznaczają. Jest...

Zapraszamy do Gryfina na festiwal i pokaz slajdów z Libii !

Zapraszamy na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży – “Włóczykij”.  Nasz pokaz z Libii odbędzie się pierwszego dnia festiwalu, tj. 25.02.2010  o godz. 18:30 O podróży opowiedzą pomysłodawcy i członkowie pierwszych etapów rowerowej podróży przez Libię – Piotr Sudoł, Zbyszek Sas i Dominik Szmajda. Zapraszamy na stronę...

Etap 2 – Libia – “Przerzutka z Sahary”

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z Etap 2 – Libia – “Przerzutka z Sahary” [View with PicLens] ...

Etap 1 – Libia – “Uadi Tour”

Zapraszamy do oberzenia zdjęć z Etap 1 – Libia – “Uadi Tour” [View with PicLens] ...

Hej kolęda, kolęda! Polskie Sercanki i libijscy harcerze (dzień 58)

- Przybieżeli do Betlejem pasterze! - śpiewamy ile sil w płucach pod domem Sióstr Sercanek na terenie szpitala dziecięcego w Bengasi. Widzę, że firanka się porusza i po chwili wpadamy w objęcia niezwykle serdecznych rodaczek. Ale radość, buzie śmieją się wszystkim, Kasper uruchamia kamerę by uwiecznić wzruszająca chwile. – Opowiadajcie co tu robicie, ach jak milo gościć Polaków! –...

Wywiady, przygoda z henną i pieśń pożegnalna… (dzień 57)

Udzielamy wywiadu dla libijskiej prasy, mamy fantastycznego tłumacza – człowieka, który 13 lat spedził w Polsce pracując jako lekarz. Przy okazji dowiaduję się, że w latach 60-tych Polacy odbudowali tu kilka wiosek zniszczonych trzęsieniami ziemi, do dziś nazwywane są “polskimi miastami”, ciekawe. Jeszcze wspólna fotka i ruszamy do miasta zapoznać się z lokalnym folklorem. Naszymi...

Nastaje cywilizjacja… (dzień 56)

Droga wiedzie pośród nadmorskiego, zaśmieconego nieużytku zagrodzonego po obu stronach szosy kolczastym drutem. Dalej ciągna się aleje słupów wysokiego napięcia, świszczących od wyładowań elektrycznych. Mleczno-szare stratusy zasnuwające niebo nadają obrazkowi jeszcze więcej bylejakości. Jedynie małe, białe, śliczne kwiatki wyrosłe pomiędzy puszkami jakoś łagodzą moje estetyczne odczucia....

Wciąż nie ma Kazia a mi już brakuje pustyni… (dzień 55)

(…) Rowery zapakowane na samochód wyglądają jakoś dziwnie. Wciąż nie ma Kazia. Ruszamy na północ, samochodem ku portowi Ageila, starą drogą przez Maradah, to droga, która niegdyś obrał Kazimierz Nowak (również samochodem) podążając na wezwanie do Komendy Strefy. Odnajdujemy miejsce z kolejnej fotografii, tej gdzie Nowak wytrzeszcza oczy pod palmą, niestety owe palmy zostały wycięte na...

Zaginął Kazio, pyłowa burza i muszelki (dzień 54)

Stało się coś strasznego! – Ania, where is Kazio?? – głośno niepokoi się Hamid brakiem Kazia na mojej kierownicy – Hamid, nie wiem, szukam go, nigdzie nie ma… Może zwiała go nocna piaskowa burza? Wyrzucam wszystko z sakw, chociaż nie miał powodu się tam znaleźć. Przeglądam zdjęcia w poszukiwaniu ostatnich śladów. Chłopcy włączają się w nurt poszukiwań. Hamid dzwoni...

Pożegnanie z Zellah (dzień 53)

Hamyd przyprowadza 84-letniego człowieka, który pamieta Kazimierza Nowaka! Ten uśmiecha się na widok zdjęcia w książce – Tak, widziałem go, to był niesamowity człowiek – kiwa potakująco głową. – Dużo rozmawiał z ludźmi, świetnie mówił po arabsku, wyglądał biednie, miał podarte rzeczy – dodaje. Poruszająca chwila osiąga kulminację, gdy jegomość wyraża uznanie i podziw...

Za woalką hejnaru – świat kobiet (dzień 52)

(…) Odwiedzam kobiety: żonę Hamyda, jej 6 siostr, mamę, stadko dzieci. Zapraszają mnie do kuchni. Jest przestrzenna, dobrze wyposażona, jednak nie ma stołu i cała akcja szykowania jedzenia odbywa się na podłogowej macie. Próbuję zapamiętać imiona. Odnoszę wrażenie, że niektóre dziewczyny trochę jakby zazdrościły mi swobody, z jaką mogę podróżować, a może to taka odmiana tęsknoty....

Wigilia na Saharze, niezapowiedziani goście… (dzień 50)

Dziś pędzimy jak szaleni. Chcemy przejechać jak najwięcej kilometrów, bo goni nas czas. Szkoda, że nie przesunęliśmy jednak wylotu z Kairu. Myślę że wiele tracimy, goniąc tak… No cóż, nie ma jednak co biadolić, dziś Wieczerza, czas pomyśleć o potrawach, choince. Droga wciąż kamienista, jedziemy przez podnóże Harugów. W Ojczyźnie pewnie za oknami będzie biało, u nas tymczasem –...

Pumeks czy asfalt? To jest lawa!!! (dzień 49)

(…) Zaczynam nucić kolędy, jutro Wigilia! Zbliżamy się do ciemnego pasma Harugów Czarnych. Z żółtego piachu nagle wyrasta coś czarnego. Wygląda to tak, jak byśmy, jadąc polną drogą, nagle dojechali do wielkiej asfaltowej drogi, ale takiej dla olbrzymów. Oto docieramy do czegoś, co kiedyś wrzało, syczało, bulgotało i wypalało wszystko, co żyło i co żyć jeszcze nie zdążyło. Lawa!...

Wydobywamy ze studni szczeniaka! – “MEDINA” (dzień 48)

Wiatr ustał, uff! Żwirową drogą dojeżdżamy do Al Foka – pierwszej miejscowości od kilku dni. Lokujemy się na stacji benzynowej (tradycyjnie) i nawiązujemy znajomość z Ahmedem Kadim, właścicielem obiektu, oraz remontujemy nadwerężone trudnym terenem rowery. Nieopodal jest kibelek z bieżącą wodą – bomba, będzie kąpiel! – Chcecie zobaczyć starą medynę? – proponuje Ahmed. Co za pytanie,...

Za 3 dni Wigilia, a my gdzieś pośrodku niczego… (dzień 47)

Budzi nas gwałtownie zrywająca się wichura, która szarpie śpiworami. Zbieramy się dziś wcześniej i szybciej. Na śniadanie resztki kuskusu z wczoraj.(…) Gubię okulary. Jaka szkoda, polubiłam je, a te zapasowe cisną za uszami. Jedziemy hamadą. Po obiedzie zostawiamy jak zwykle resztki pokarmu zwierzętom (których i tak nie ma). Jedzie się żmudnie, pod wiatr, wolno. Już wolę kamienie niż ten...

“Harbi” daje w kość czyli mumia na rowerze… (dzień 40)

(…) Niebo zasnuwa podejrzana, szara poświata. Nie widać już słońca, jest tylko świetlista, brązowa luna. Wiatr przyspiesza biegu, dmie z prawego boku, od zachodu. Piasek rozpoczyna taniec. My próbujemy nadążyć w tym szalonym oberku, rowery spycha gwałtownie na lewo przy każdym silniejszym szkwale. Na dodatek kończy się asfalt. Widoczność spada do około 100 m. Jak na mój  żaglowozowy...

Mumia, wydmy, meduza i armia ziarenek (dzień 38)

(…) Widziałam mumię. W gruncie rzeczy nie była porywająca, raczej żałosna – odarta z tkanin postać w szklanej gablocie lokalnego muzeum w Germie. Zdecydowanie ciekawsze były ruiny starożytnego miasta Garama, jednego z najbardziej znaczących znalezisk archeologicznych w Libii. Tu niegdyś był punkt startowy dla karawan i większość budynkow stanowiły domy handlarzy. Współcześnie, gdy w...

Dziś wiało i było ciężko (dzień 37)

Dziś mamy w nogach 89 km, dojechaliśmy do polskiego campu pod Aubari, własność Geofizyki Kraków. To obóz przejściowy dla polskich pracowników, którzy jadą na Saharę w poszukiwaniu złóż ropy i gazu. Zjedliśmy placki pieczone na wewnętrznych ścianach beczki. Marcina trochę boli noga, jakieś ścięgno, takie pod kolanem, mnie szczęśliwie nie bolą już rzepki. Dziś wiało i etap był ciężki,...

Pustynne arbuzy i jabłka sodomy (dzień 36)

(…) Mijamy kilka ouedow, gdzieniegdzie widać, jak płynąca tędy niegdyś woda rozniosła drogę i szczątki poszarpanego asfaltu zaśmiecają pobocze. Co jakiś czas widzę samochodowe wraki, może też woda je tu przyniosła? Są też sterty małych arbuzów pustynnych – uwaga – niejadalne! A propos niejadalnych roślin to spotykamy często drzewka o nietuzinkowej nazwie “jabłko...

Sahara cywilizowana i zaśmiecona… (dzień 35)

Auenat. Dzień zaczynamy najmocniejszą kawą, jaką kiedykolwiek piłam w życiu. Tu robi się ją na skondensowanym, absolutnie słodkim mleku (totalny ulepek) i ubija się, aby było dużo piany na małej kawie. Jeszcze okrzyk animuszu: Przerzutka? Odzew: z Sahary! Ruszamy. Gacie z wszytą pieluchą to fantastyczny wynalazek na rower! Wow! Droga to betonowa wylewka, spękana co jakiś metr, jedzie się jak po...


Design: ITidea - wycieczki na weekend
Hosting: Seetech - Wdrożenia Microsoft Dynamics NAV